Niby Mini, a Maksimum Radości!

NIEBIESKI ROZŚWIETLACZ SZAREJ RZECZYWISTOŚCI – Z WIELOLETNIĄ HISTORIĄ

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia Warszawę pochłonęła typowa dla ostatnich lat zima. Zamieniła ona miasto w szarą, mokrą, betonową dżunglę a jej wizerunek ocieplić mogły tylko różnokolorowe świąteczne ozdoby i… on – niebieski Mini Cooper! Dzięki uprzejmości salonu Mini AutoFus miałem okazję zapoznać się przez weekend z najnowszą generacją tej miejskiej (i nie tylko) legendy.

Mini w kolorze Starlight Blue perfekcyjnie wpisuje się w świąteczny krajobraz Warszawy.

Mini to samochód, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Charyzmatyczne auto zadebiutowało w 1959 roku i bez wątpienia jest jedną z ikon motoryzacji. Mini było autem dla mas, stało się symbolem miejskiego designu a do tego z sukcesami startowało w sportowych zmaganiach – w 1964 roku po raz pierwszy zwyciężyło w słynnym rajdzie Monte Carlo! Na przestrzeni ostatnich sześciu dekad sporo się jednak zmieniło. W 1994 roku brytyjska marka została przejęta przez koncern BMW, który na początku bieżącego tysiąclecia zdecydował się na ponowne wprowadzenie Mini do produkcji.

COOPER SKROJONY NA MIARĘ

Testowany przeze mnie egzemplarz to Mini Cooper w kolorze Starlight Blue, w odmianie pięciodrzwiowej. Model ten plasuje się pomiędzy podstawowym Mini One a Cooperem S, oczywiście nie licząc sportowej odmiany John Cooper Works. Pod maską tego miejskiego auta znajdziemy rzędowy, trzycylindrowy silnik z turbodoładowaniem, produkujący 136 koni mechanicznych. W przypadku testowanego egzemplarza moc przekazywana jest na przednie koła za pomocą opcjonalnej, lecz znakomitej, dwusprzęgłowej skrzyni biegów z siedmioma przełożeniami.

Cooper budzi się do życia, radośnie mrugając okrągłymi kierunkowskazami.

Każde Mini można oczywiście dopasować do swoich indywidualnych potrzeb używając świetnego konfiguratora online. Mój egzemplarz wyposażony był w pakiet Chilli zawierający między innymi automatyczną, dwustrefową klimatyzację, przełącznik trybów jazdy, zestaw sportowych dodatków oraz wykończenie wnętrza z użyciem tkaniny i skóry ekologicznej. Wnętrze samochodu jest spójne, a punktem przyciągającym wzrok jest wyświetlacz radia i nawigacji znajdujący się wewnątrz diodowego paska świetlnego. Ten, zmieniając swój kolor, potrafi wizualizować nie tylko obroty silnika, ale również temperaturę klimatyzacji czy też poziom głośności radia. Ciekawe i niebanalne rozwiązanie nawiązujące do znajdujących się w centralnej części deski rozdzielczej zegarów znanych z poprzednich generacjach modelu.

WYKONANY Z DBAŁOŚCIĄ O DETALE

Po odblokowaniu zamka kluczykiem, Mini zalotnie mruga do nas ogromnymi, okrągłymi kierunkowskazami a z drzwi kierowcy na ziemię wyświetla się logo firmy. Niby mała rzecz, tak dzisiaj popularna, a cieszy. Wnętrze auta jest bardzo przytulne a sportowo wyprofilowane fotele – bardzo wygodne. Te w testowanej wersji były dodatkowo podgrzewane, co w przypadku niezbyt sprzyjającej aury było ogromnym atutem, wartym dopłaty.

Cechą charakterystyczną Mini jest dbałość o detale. Centralnie przed kierowcą znajduje się dość duży, okrągły prędkościomierz z wyświetlaczem komputera pokładowego oraz umieszczony po boku obrotomierz. Obszyta skórą, wielofunkcyjna kierownica jest optymalnych rozmiarów i wraz z dźwignią zmiany biegów znaną z BMW stanowi zgrany duet. Materiały użyte do wykończenia wnętrza są wysokiej jakości, chociaż jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić, byłyby to chromowane plastiki zarówno na konsoli centralnej, jak i na kierownicy – dla mnie ciut odstają od całości.

Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie podłokietnik. Kryje on bowiem nie tylko niewielki schowek, chociażby na bilety parkingowe, ale posiada też dedykowany uchwyt na telefon… z bezprzewodową ładowarką! Jest to co prawda wyposażenie opcjonalne, ale dodaje funkcjonalności i pozwala uniknąć plątaniny przewodów.

Testowana wersja ma dodatkową parę drzwi, która ułatwia wsiadanie na tylną kanapę a przy tym nie burzy designu. Warto jednak pamiętać, że z tyłu miejsca jest dość mało i komfortowo podróżować będą głównie niższe osoby i dzieci.

NIBY MINI – A MAKSIMUM RADOŚCI

Chociaż Mini Cooper jest niekwestionowanym królem designu, moim zdaniem całość jeszcze lepiej broni się właściwościami jezdnymi. Po przekręceniu kluczyka do życia budzimy mały, trzycylindrowy silnik, który w rzeczywistości wydaje się dużo mocniejszy, niż na papierze. Niemały wpływ ma na to niewielka masa auta, wynosząca nieco mniej niż 1200kg, oraz świetnie zestopniowana, automatyczna skrzynia biegów.

Mini dobrze pamięta skąd pochodzi. Tylne światła składają się w brytyjską flagę Union Jack.

Samochód otrzymał sztywne zawieszenie, które śpiewająco zdaje egzamin w ciasnych zakrętach i sprawia, że auto pewnie prowadzi się przy większych prędkościach. Oczywiście lekko cierpi na tym komfort jazdy po nierównościach – dziurawe nawierzchnie i progi zwalniające nie są najmocniejszą stroną Coopera.

Po zsumowaniu powyższych czynników otrzymujemy dynamiczne auto ze sportowym pazurem, którego drapieżność możemy regulować przełącznikiem trybów – Green, Mid i Sport. Silnik lubi wysokie obroty a maksymalna moc dostępna jest w przedziale 4500-6000 obrotów na minutę. Dwusprzęgłowa skrzynia biegów szybko reaguje na pedał gazu a elastyczność tego duetu w przyspieszeniu od 80km/h do 120km/h i od 120km/h do 160km/h jest zdumiewająca. Co ciekawe, skrzynię możemy wprowadzić też w sekwencyjny, manualny tryb zmiany biegów i samemu dokonywać przełożeń lewarkiem. Nie w każdym automacie jest to dostępne, a daje kierowcy ogrom radości.

Podczas mojej około trzystukilometrowej przygody z Mini poruszałem się głównie po Warszawie i jej przedmieściach. W mieszanym cyklu Cooper spalił średnio około 9 litrów benzyny na 100km, co jest wynikiem bardzo przyzwoitym biorąc pod uwagę porę roku i dość dynamiczną jazdę. Dla oszczędnych przewidziany jest tryb Green – który pozwala oszczędzać paliwo a do tego zmienia układ zegarów tak, aby pokazać, ile kilometrów zasięgu zyskaliśmy. Wyłączyłem go jednak po zaoszczędzonym kilometrze, bo… czy w tym aucie na pewno o to właśnie chodzi?

MINI COOPERA KUPUJE SIĘ SERCEM, NIE ROZUMEM

Kiedy w Wigilię rano odwoziłem Coopera do salonu Mini AutoFus zastanawiałem się, dla kogo jest to samochód. Dla pasjonata motoryzacji? Na pewno. Dla osób ceniących styl i jakość? Bez wątpienia. Dla kierowców ze sportowym zacięciem? Oczywiście! Chociaż ci pewnie wybiorą Coopera w wersji S.

Mini Cooper idealnie komponuje się pod świąteczną choinką!

Mini Cooper na pewno nie jest wyborem dla osób, który chcą ‘tylko’ miejskiego samochodu. W takim wypadku ciężko byłoby uzasadnić zakup auta, którego cena zaczyna się od 95 400 złotych a po dodaniu różnorakich opcji obecnych w testowanym modelu rośnie do astronomicznych jak na tę klasę samochodu 137 600 złotych.

Czy zakup Mini Coopera się opłaca? Na pewno nie. Jeżeli jednak chcecie mieć stylowy, dynamiczny samochód, który przyciąga wzrok na ulicy i sprawia radość za każdym razem, gdy do niego wsiadacie, warto przemyśleć jego zakup. Mini bowiem kupuje się sercem, a nie rozumem. Po weekendzie spędzonym w towarzystwie Coopera w pełni to zrozumiałem!

Tekst i zdjęcia: Adam Pękala ©

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s